08
Paź

Coś się kończy, coś się zaczyna

Październik stał sie moim najmniej ulubionym miesiącem. Jeszcze dwa lata temu był najlepszym w roku, obchodziłem swoje urodziny i urodziny mojej córki.

2015 rok postanowił zakpić sobie ze mnie używając niezmiernie pięknej rzeczy jaką są liczby pierwsze (z wykształcenia i dawno zapomnianej miłości do przedmiotów szkolnych jestem matematykiem). Pierwsza rzecz, 2, 0, 1 i 5 to liczby pierwsze, może poza zerem, bo dzielić przez zero nie można, ale olać.

Pierwszego października odszedł mój tata – liczba pierwsza, trzeciego pochowaliśmy tatę – liczba pierwsza, piątego powinienem obchodzić urodziny – liczba pierwsza, siódmego powinienem świętować urodziny Tosi, córki – liczba pierwsza.

Boję się jedenastego, niedzieli.

Nigdy nie byłem przesądny, czarne koty mam od lat i przechodzą mi przez drogę bez przerwy, nie łapię za guzik na widok kominiarza ani nie pluję przez ramię w sytuacji, której w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć.

Jeśli w niedziele nic godnego odnotowania w życiowym kalendarzu się nie stanie – zasnę spokojnie.

Póki co mam stres.